
Pan Józef mówi, że ekologiem stał się z przymusu a Greenpeace jest spoko, mimo, że działa trochę jak tajne służby.
– Ale człowiek proszę Pana zniszczy samego siebie tylko dlatego, że chce coś mieć. Więc trzeba go przed samym sobą chronić – dodaje.
Potem w Suszewie skończyło mi się paliwo. Pomógł mi rolnik, do którego dopchałem „żółtą strzałę”. Gdy dowiedział się po co przyjechałem pokazał tylko na łąkę za domem i powiedział:
– Stawy rybne kiedyś miałem.
Chodziłem cały wieczór po Przyjezierzu i myślałem sobie że pół życia marzyłem, żeby się zaszyć w takim letnisku jak tu po sezonie. No to się zaszyłem. Puste przyczepy kempingowe i zabite dechami budy, z których latem sprzedawali hot-dogi. Poezja i prowizorka.